Staś Małolepszy

Et in Arcadia ego

Ten post został przeniesiony z mojego starego bloga. Niektóre odnośniki mogą nie działać.

Pisałem o Arkadii. O super-, czy może raczej: hipermarkecie. Nie, przepraszam, o Centrum Handlowym! Tak to teraz nazywamy. Pisałem zatem o CH Arkadia. Niech przepadnie.

Na stronie internetowej Arkadii czytamy:

Arkadia to mityczna kraina szczęśliwości. Synonim miejsca wymarzonego, pełnego harmonii, piękna i dostatku. Jest symbolem raju i doskonałości, ludzkich pragnień i aspiracji. Jej wyobrażenia przywodziły na myśl krainę spokoju i dobrodziejstwa, atmosferę sielanki i wolności.

Wielką krzywdą dla takich skojarzeń było wybudowanie Centrum Handlowego. Trzeba było zobaczyć Arkadię pierwszego dnia: brudne podłogi, oplute szyby, chodniki w ulotkach RTV Euro AGD, spoceni ludzie z wywieszonymi językami stojący w ponadgodzinnych kolejkach w Saturnie po to tylko, by kupić jeden film dvd, jedną grę, jeden mały gadżet. Pośród nich siwy mężczyzna w średnim wieku, elegancki, w skromnych okularach, z gigantycznym wózkiem, na którym pchał jeszcze większy zestaw kina domowego. Kiedy szedłem jednym z pasaży z trudnością wymijałem nadchodzących z naprzeciwka ludzi, którzy bezmyślnie szli przed siebie, nie dbając dokąd. W Arkadii zaskakująco wysoki jest parter, a ruchome schody wyglądają jak taśmociągi kruszarek. Przyznam, że sam do końca nie wiem, skąd to skojarzenie ─ czy to dlatego, że wyskokie? że nagie? Że stoją po środku pasażu i sprawiają wrażenie tymczasowych? Zbudowanych tylko na kilka tygodni, może nawet po prostu przywiezionych i od niechcenia postawionych w takim, a nie innym miejscu?

Wszytko w Arkadii przyozdobiono fikuśnym motywem z loga, które jest okropne. Ciężko wyobrazić sobie coś brzydszego. Nieczytelne, banalne, w ogóle niezwiązne tematycznie z nazwą Arkadia. Zmniejszone, staje się niewyraźną plamą kolorów, kleksem (patrz favikona na arkadia.com.pl). I jeszcze ta falka! Falka, która mnie prześladuje.

Zobacz bardzo trafny odcinek daily
Ryc.2. Odcinek daily
o nowej religii.
źr.: daily.art.pl

A jednak ludzie tam przyjechali, pierwszego dnia Arkadię odwiedziło ponad 150 tysięcy osób (źródło). Parkingi pełne były samochodów, ulice zatłoczone kolejnymi. Tamwaje co chwilę ─ jak na pielgrzymce ─ dowoziły nowe grupki ludzi, którzy w zwartych kolumnach, jak żołnierze podczas desantu, którzy właśnie wyskoczyli z barki, kierowali się w stronę Arkadii. Którzy, jak stonogi, zręcznie i ostrożnie wili się po chodnikach wiodących wzwyż, do głównego wejścia. Którzy jak rzymskie żółwie ─ choć bez tarcz ─ dzielnie parli do przodu, by dopaść drzwi.

I ja tam byłem. Przyznaję ze wstydem. Pierwszego dnia i ja pojechałem do Arkadii. Nie mogę powiedzieć, że jako obserwator. Nie, byłem tam na takich samych zasadach, co cała reszta. Nie mogę powiedzieć, że byłem ponad tym tłumem, lub że byłem obok. Byłem jego częścią, choć nie kierował mną szał kupowania ani chęć zasmakowania wielkomiejskiego stylu bycia. Nie kupiłem nic. Znajomy moich rodziców otworzył w Arkadii restaurację ─ przyjechaliśmy, by go odwiedzić. To jedyne moje usprawiedliwienie.

Czas napisać o tytule wpisu: Et in Arcadia ego. Słowa te wypowiadać może Śmierć (Jestem także w Arkadii) lub człowiek już martwy (I ja żyłem w Arkadii). Znaczenie jest takie samo ─ nawet w krainie sielskiego spokoju, krainie poetyckiej radości z prostoty życia obecna jest Śmierć. Niechybnie spotka się z każdym. Zatem memento mori, CH Arkadio. Pierwszy chyba raz myślę o tej przestrodze z pogodną nadzieją, że to już niedługo. Przemiń koszmarze. Przepadnij supermarkecie.

*

Warto przeczytać:

Napisano: 21.11.2004
Permalink: http://informationisart.com/004

Staś Małolepszy

Notatki o Internecie, społeczeństwie informacyjnym, Mozilli i interakcjach człowiek-komputer.

Najnowsze notatki